Dzisiaj jest : 17 listopada 2018 -

Czytania na dziś

17 XI 2018 r., Sobota

Film O miłosierdziu bez granic

15.06.2016 r.

przedruk Gościa Niedzielnego

Lech Dokowicz i Maciej Bodasiński nakręcili film na ŚDM. To opowieść o iskrze, która zapala ogień na świecie. Film, którego producentem jest „Gość Niedzielny”, będzie miał premierę u nas, i to już wkrótce.

Film o miłosierdziu bez granic kadr z filmu „Ufam Tobie” Nikaragua. Jednym z bohaterów filmu jest brat Albert, kapucyn pochodzący z Polski.

Ich filmy nie tyle opowiadają o ewangelizacji, ile ewangelizują. Można śmiało powiedzieć, że dwóch filmowców, Lech Dokowicz i Maciej Bodasiński, stworzyło nową jakość w polskim kinie dokumentalnym. Ich filmy są zrodzone z wiary. Przemawiają siłą opowieści bohaterów oraz niezwykłymi obrazami modlitwy, wiary i czegoś więcej. Widz zostaje skonfrontowany z tajemnicą Boga działającego tu i teraz. Dokowicz i Bodasiński nakręcili między innymi filmy: „Duch”, „Ja jestem” oraz „Syndrom”. Te dwa ostatnie zostały wyprodukowane przez „Gościa Niedzielnego” i dołączone do tygodnika. Ponad dwa lata temu powstał pomysł zrobienia filmu, który mógłby być darem dla uczestników Światowych Dni Młodzieży. Temat nie mógł być inny. Kraków to miasto św. Faustyny i św. Jana Pawła II, dwojga wielkich apostołów miłosierdzia. ŚDM odbędą się w Roku Miłosierdzia ogłoszonym przez papieża Franciszka. Nowy film o miłosierdziu Bożym jest gotowy. Jego realizacja była możliwa także dzięki tym, którzy wsparli Fundację „Gość Niedzielny”. Właśnie rusza tłoczenie płyt DVD, które trafią do pakietów pielgrzyma na ŚDM oraz do „Gościa”. Przygotowano go w 9 wersjach językowych. Co mówią o filmie jego twórcy?

Iskra idzie w świat

– Pan Jezus mówił siostrze Faustynie o iskrze, która wyjdzie z Polski i przygotuje świat na Jego przyjście – mówi Lech Dokowicz. – Mamy przekonanie, że ta iskra to wiadomość o tym, jak wielkie miłosierdzie ma Pan Bóg dla każdego, kto uznaje swój grzech i błaga Go o przebaczenie. Każdy, kto jest gotów głosić tę prawdę, staje się częścią Bożego planu. Więc nasza pierwsza myśl była taka: „Tam przyjedzie milion albo dwa miliony młodych ludzi ze 140 krajów świata, musimy zrobić film o Bożym miłosierdziu!”. Po pierwsze, dla tych młodych, którzy przyjadą do Krakowa, a po drugie, aby przez nich prawda o miłosierdziu Boga, opowiedziana językiem sztuki filmowej, rozlała się na cały świat.

Produkcja filmu trwała dwa lata. Zdjęcia powstawały na Filipinach, w Senegalu, Nikaragui, USA, na Litwie, Węgrzech, w Chorwacji i Polsce. – Pierwszy rok to praca koncepcyjna – opowiada Maciej Bodasiński. – Mieliśmy nastawione radary na wszystkie możliwe strony. Słuchanie, czytanie, rozmowy, szukanie bohaterów... Drugi rok zajęła nam realizacja. Na początku dużo rozmawialiśmy i dyskutowaliśmy o ogólnej wizji. Czy realizujemy film tylko w Polsce, bo to stąd wychodzi iskra? Ile opowiedzieć o samej siostrze Faustynie? Ostatecznie przeważyło pragnienie zrobienia filmu współczesnego, którego akcja toczy się na całym świecie. Iskra rozpala się w każdym zakątku ziemi.

– Gdybyśmy żyli równolegle z siostrą Faustyną, to natychmiast pojechalibyśmy zrobić z nią wywiad – śmieje się Dokowicz. – Ponieważ tak nie jest, nie chcieliśmy robić kolejnego filmu historycznego, który opowiada o czymś, co było. Chcieliśmy pokazać Boże miłosierdzie w działaniu, przemieniające ludzi dziś, tu i teraz, najlepiej na oczach kamery, aby każdy mógł zrozumieć, że to dotyczy także jego życia, jeżeli tylko zechce.

Uratować wiele dusz

Film pokazuje bohaterów żyjących w różnych stronach świata, przechodzących przeróżne koleje życia, zakręty... Łączy ich jedno: spotkali miłosierdzie Boże i narodzili się na nowo. A jakim cudem trafili do tego filmu? – Zostali przysłani... – odpowiada Maciej Bodasiński. – Każdy jakoś inaczej do nas dotarł. Ktoś usłyszał, że robimy film, więc podpowiedział. Na Filipiny, na wyspę Mindanao pojechaliśmy dlatego, że stoi tam ogromna figura Jezusa Miłosiernego, ma 40 metrów. Wchodzi się po schodach do serca Jezusa, a tymi schodami są promienie – czerwony i blady, krew i woda. W Święto Bożego Miłosierdzia spotyka się tam 20 tys. Filipińczyków, więc mówimy: „trzeba tam jechać”. A tam spotkaliśmy młodą dziewczynę, mieszkającą niedaleko figury, która w najstraszliwszym momencie powodzi, gdy jej życie wisiało na włosku, spotyka Jezusa.

– Co było waszym największym osobistym odkryciem podczas kręcenia tego filmu? – pytam obu filmowców. – Miłosierdzie Boże nie zna granic – odpowiada Maciej Bodasiński. – Znam to zdanie od dawna, ale głębiej zrozumiałem dopiero w czasie pracy nad tym filmem. Bóg się nigdy nie cofa, nigdy nie obraża, nigdy nie odwraca plecami. Nigdy. Miłosierdzie Jezusa jest w największej ciemności, w cierpieniu, w śmierci, gdy jest grzech. Brzmi to wszystko jak truizm, ale to do mnie dotarło. I jeszcze jedno, że ewangelia o miłosierdziu, którą na nowo odkryła siostra Faustyna, dotarła na krańce świata. Ogień, z tej iskry, już płonie na świecie. Obraz Jezusa Miłosiernego jest wszędzie. Widzisz go na przykład w małej wiosce w Afryce. Albo w muzułmańskim mieście, wśród meczetów, spotykasz ludzi, którzy modlą się koronką. To wielkie przeżycie!

Lech Dokowicz: – Zobaczyłem, jak bardzo Boże miłosierdzie rozlewa się na świat. Wobec wszechobecnego zagubienia, ciemności, lęku i śmierci jest ono naprawdę ostatnią deską ratunku dla grzeszników. W trakcie pracy nad filmem zrozumiałem także, jak bardzo Panu Bogu zależy na tym, aby ten film powstał. Podsyłał nam bardzo wielu ludzi, którzy wspierali nas duchowo, materialnie, swoim zaangażowaniem, podsyłał bohaterów, historie, wszystko zostało nam dane. Oczywiście film jest tylko małą częścią Bożego planu, ale wierzymy, że pomoże on uratować wiele dusz.

Uratować wiele dusz. Brzmi staroświecko? Kto czytał „Dzienniczek”, ten wie, że to zdanie powraca w nim jak refren. To było pragnienie serca św. Faustyny. I czyż nie to ostatecznie jest celem ŚDM w Krakowie? By iskra Bożego miłosierdzia zapłonęła, by zagubione owce odnalazły się w ramionach Zbawiciela? Widziałem film i wierzę, że może się on do tego przyczynić. Jezu, ufamy Tobie!